
Nie wiedzieliśmy, że kiedyś zaczniemy robić rzeczy po raz ostatni.
Że gdzieś pomiędzy jednym wyjazdem a drugim przyjdzie ten ostatni. Ostatni raz spakujemy walizki na kilka wspólnych dni. Ostatni raz ktoś zaśpi, ktoś będzie czekał, ktoś zapyta, ile jeszcze jedziemy. Ostatni raz policzymy wszystkich i ruszymy dalej.
Tym razem 4A, 4B, 4D i 4E1 pojechały razem przez Brno, Bratysławę i Wiedeń. Była jaskinia, kostnica, stare miasta, historia, sztuka. Ale przecież po latach najmniej pamięta się program.
Pamięta się ludzi.
Przez te wszystkie podróże byliśmy blisko czasem zupełnie dosłownie - w autokarach, hotelach, promowych kajutach. Ale najbliżej chyba wtedy, kiedy komuś coś nie wyszło, ktoś płakał, a reszta po prostu była obok. W którymś momencie cudze łzy przestały być cudze.
Miało być edukacyjnie. I było. Tylko najważniejsza lekcja wydarzyła się trochę poza programem. Nauczyliśmy się obecności.
Wróciliśmy. Walizki zostały rozpakowane. Zdjęcia zostaną w telefonach. A za chwilę będą kolejne ostatnie razy: ostatnia wspólna lekcja, ostatni dzwonek, ostatnie do jutra.
Bo człowiek rzadko rozpoznaje szczęśliwy czas, kiedy jeszcze w nim jest.
I może właśnie dlatego tak trudno uwierzyć, że coś, co przez tyle lat było po prostu następnym razem, właśnie stało się ostatnim razem.
„Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko co pomyśli głowa.”
„Trzeba mi nowych skrzydeł, nowych dróg potrzeba.”






05-400 Otwock
Słowackiego 4/10