Wyprawa na Bałkany 2018

Dnia 13 kwietnia, który na dodatek był piątkiem, wyruszyliśmy na wycieczkę do krajów bałkańskich. Następne dziesięć dni przyszło nam spędzić w autokarze bezlitośnie szarpanym na tamtejszych drogach, wszystko jednak po to, by zobaczyć zapierające dech w piersiach miejsca, o których będziemy mogli opowiadać godzinami i z rozrzewnieniem wracać do nich myślami przez długie lata.

Pierwszym państwem na trasie była Serbia. Do Belgradu wjeżdżamy przez jego bramę, czyli obok określanego w ten sposób charakterystycznego wieżowca reprezentującego styl brutalistyczny. Zwiedzanie zaczynamy od Muzeum Jugosławii, czyli kompleksu poświęconego pamięci marszałka Tito. W mauzoleum widzimy grób przywódcy i jego żony, wszechobecny jest biały marmur i dekoracyjne rośliny. Mimo licznej grupy, panuje względna cisza, a atmosfera jest niezwykła i podniosła.

Jedziemy dalej. Zwiedzamy cerkiew św. Sawy, a potem spacerujemy po ruinach twierdzy Kalemegdan. Zmęczeni wracamy do hotelu, jednak ci najdzielniejsi wyruszają jeszcze na wieczorny spacer. To właśnie wtedy można poznać ten prawdziwy, nieskrępowany ramami turystyki Belgrad.

Następnego dnia wyruszyliśmy w kierunku Sarajewa. Po drodze czekał nas jednak bardzo ważny punkt – wizyta na cmentarzu ofiar masakry w Srebrenicy i wykład w położonych nieopodal halach fabrycznych, w których to przed egzekucjami przetrzymywano bośniacką ludność cywilną. Masakra w Srebrenicy jest największym ludobójstwem w Europie od czasów II wojny światowej. Od 12 do 16 lipca 1995 roku serbskie oddziały paramilitarne zabiły prawie 8400 muzułmańskich mężczyzn, od chłopców, którzy ukończyli 15 lat poczynając, a kończąc na niedołężnych starcach.

Kolejny dzień zaczęliśmy od zwiedzania Sarajewa. Miasto jest ciekawe i pełne niespodzianek i lokalnych smaczków ukrytych poza szlakami turystycznymi, ale nie da się ukryć, że sprawia dosyć przygnębiające wrażenie. Bośnia nie jest krajem bogatym i to czuć to na każdym kroku. Ulice są nieco zaniedbane, a w wielu miejscach widać niezagojone rany niedawno minionej wojny. Niemniej, może to właśnie ostatnie momenty, by poznać miasto właśnie takim prawdziwym, szczerym?

Zaczynamy od spaceru wzdłuż rzeki Mijlacka. Dochodzimy w pewnym momencie do niepozornego mostu, który jednak okazuje się być TYM mostem. To właśnie tutaj 28 czerwca 1914 roku serbski nacjonalista Gawrilo Princip dokonał zamachu na arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, co stało się bezpośrednią przyczyną rozpoczęcia I wojny światowej. Po długich walkach o miejsce na moście stoczonych z innymi turystami, kiedy to już każdemu udało się wyjść zwycięsko ze zdjęciami i na zdjęciach, ruszyliśmy dalej na stare miasto. Zabytkowe uliczki, kościół, synagoga i meczety a na koniec wielki bazar dopełniają obrazu wielokulturowego Sarajewa.

Opuszczamy stolicę Bośni i ruszamy do Czarnogóry. Jedziemy po serpentynach wiszących na skraju malowniczych kanionów i zwiedzamy piękny Piwski monastyr. Kiedy dojechaliśmy do miejsca noclegowego, odbyło się nocne powitanie z Morzem Adriatyckim.

Wyruszyliśmy w kierunku Albanii, kraju chyba najbardziej egzotycznego spośród zwiedzanych. Różnice kulturowe czuć począwszy od zupełnie obcego nam języka, a na mentalności samych Albańczyków kończąc. Kochają oni broń i Mercedesy, są honorowi i słowni, a w imię pielęgnowanych od dawna zasad i ideałów potrafią zrobić wszystko. No i bunkry. W Albanii bunkry są wszędzie. Bunkier w ogrodzie, na przykład, świetnie sprawdza się jako schowek na narzędzia. Z kolei te w polach i stokach gór zioną swoimi otworami strzelniczymi próbując straszyć przyjezdnych. Około 750 tysięcy bunkrów to nie jest jednak wynik miłości Albańczyków do tego typu zabudowy, a ambitny plan niegdysiejszego dyktatora Albanii - Envera Hodży, mający na celu zwiększenie obronności kraju.

Zaraz po przekroczeniu granicy zwiedzamy zamek Rozafa, a następnie udajemy się do Durres, gdzie czeka na nas m.in. antyczny amfiteatr „wykopany” dosłownie między domami mieszkalnymi i spacer głównymi uliczkami miasta, które wieczorem wyglądają bardzo klimatycznie.

Następny dzień przyniósł nami wiele wrażeń estetycznych. Jeżdżąc autokarem po parku Llogara cieszyliśmy oczy pięknymi widokami gór i wybrzeża Morza Jońskiego. Na koniec zrobiliśmy mały obchód po Vlorze, gdzie w 1912 roku ogłoszono niepodległość Albanii.

Mając dalej za bazę noclegową Durres, pojechaliśmy do Macedonii, do Ochrydy. Miejsce to ujęło mnie całkowicie. Miasto położone jest nad krystalicznie czystym jeziorem, a chodzenie malowniczymi uliczkami starego miasta to sama przyjemność. Część „użytkowa” Ochrydy również jest schludna, a całość jest bardzo… kurortowa. Ale właśnie czar tego miejsca tkwi przede wszystkim w tym, że mimo takiego charakteru nie jest zadeptane przez turystów.

Ostatni dzień w Albanii. Zaczęliśmy od przyjazdu do Tirany. Wjeżdżamy kolejką linową na górę Dajti, skąd widzimy całą panoramę stolicy. Po powrocie na dół jedziemy na plac Skanderbega, z którego możemy sięgnąć wzrokiem reprezentacyjnych obiektów stolicy kraju. Uwagę przykuwa niewątpliwie Narodowe Muzeum Historyczne ze swoją specyficzną mozaiką na froncie. Czas nas trochę goni, ruszamy dalej. Docieramy do Krui, zwiedzamy muzeum Skanderbega będącego głównym bohaterem narodowym Albanii, a następnie zapuszczamy się na bazar, z którego słynie Kruja.

Pożegnaliśmy się z Albanią, wracamy na chwilę do Czarnogóry, by zobaczyć Stary Kotor. Gdy tylko weszliśmy za jego mury znaleźliśmy się w wielkim komercyjnym kotle, w którym trzeba było wykazać się sporą wytrwałością, by wyłapać i docenić obiekty zabytkowe, a nie utonąć w morzu wycieczek, lodów, pocztówek i magnesików. Ostatnim punktem naszej wycieczki był chorwacki Dubrownik, przez wielu kojarzony jako jeden z planów słynnego serialu "Gra o tron". Choć miasto to nawiedzały trzęsienia ziemi, w tym jedno, z 1667 roku, bardzo dotkliwe, aktualnie stanowi ono spójną, ładną całość. Urok architektoniczny i położenie sprawiają, że trudno tego miasta nie polubić.

Zmęczeni okropnie, ale wzbogaceni o masę wrażeń udaliśmy się drogę powrotną do Polski.

Wycieczkę zorganizowała p. wicedyrektor Barbara Laskus i historycy: Krzysztof Kazun i Jarosław Hertig. Opiekę nad młodzieżą sprawowała też p. Izabela Szczeblewska.

Tekst: Jan Fajto (I A)
Zdjęcia: Krzysztof Kazun

Galeria zdjęć

© Liceum Ogólnokształcące Nr 3 im. Juliusza Słowackiego w Otwocku 2010-2018 facebook