,,Jednak zostanie po mnie ta siła fatalna” napisał J. Słowacki w wierszu ,,Testament mój” i miał rację, o czym świadczą coroczne spotkania przedstawicieli szkół polskich i zagranicznych, których jest patronem. Nasze liceum należy do Europejskiej Rodziny Szkół im. J. Słowackiego od 2008 roku i od tego czasu uczestniczy w zlotach odbywających się w Polsce, Czechach i na Ukrainie. W tym roku organizatorami i gospodarzami tego wydarzenia byli: Akademia Humanistyczno-Pedagogiczna im. Tarasa Szewczenki w Krzemieńcu, Muzeum Literackie Juliusza Słowackiego w Krzemieńcu, Towarzystwo Krzewienia Kultury Polskiej im. Juliusza Słowackiego w Krzemieńcu oraz Gimnazjum nr 4 w Tarnopolu oraz oczywiście ,,ojciec” Rodziny Andrzej Król – polonista z chorzowskiego ,,Słowaka”.
Aby zaznaczyć swoją literacko-artystyczną obecność, w dn.14-21 września gościłyśmy z Agnieszką Sitarz - jako reprezentacja otwockiego ,,Słowaka” - w Krzemieńcu, Lwowie i Tarnopolu. Trzeba przyznać, że było to niezapomniane przeżycie. Doświadczyłyśmy wielkiej gościnności nie tylko ze strony rodzin, u których mieszkałyśmy, ale i całej społeczności ukraińskiej, z którą miałyśmy styczność. Jednakże głównym celem zlotowego spotkania było propagowanie wiedzy o życiu i twórczości J. Słowackiego, rozbudzanie wrażliwości na jego poezję, poznawanie historii ,małych ojczyzn” i kultywowanie pamięci o wieszczu i patronie. Wiele się więc działo w czasie naszego ,,rodzinnego” spotkania. Wyliczę pokrótce, w czym miałyśmy okazję z Agnieszką uczestniczyć:
Oprócz realizacji programu dotyczącego patrona Juliusza Słowackiego, zdążyliśmy także zwiedzić Zamek Zbaraskich w Zbarażu (w parku przyzamkowym znajduje się pomnik Adama Mickiewicza z 1898 roku). Uwieczniona na kartach powieści ,,Ogniem i mieczem" Henryka Sienkiewicza obrona Zbaraża zaliczana jest do najchlubniejszych wydarzeń w dziejach oręża polskiego. Byliśmy również w Wiśniowcu – rodzinnym gnieździe kniazia Jaremy Wiśniowieckiego - jednym z najznakomitszych barokowych rezydencjalnych założeń magnackich na Wołyniu.
Wielkie wrażenie zrobił na nas największy na Wołyniu kompleks cerkiewny, który znajduje się w Poczajewie. To miejsce jest taką ukraińską Częstochową. Aby wejść do cerkwi, dziewczęta musiały założyć długie spódnice, a na głowy – chusty. Codzienna msza trwa tam 2- 3 godziny, a wnętrze i śpiewy mnichów… – to trzeba zobaczyć i usłyszeć. Ale clou zwiedzania Ukrainy stanowił Lwów, gdzie wędrowaliśmy po Cmentarzu Łyczakowskim, który jest najstarszą nekropolią miasta i jednym z najstarszych istniejących cmentarzy na terenie dawnej Rzeczypospolitej. Otwarty został w 1786 roku, jest więc starszy od cmentarza na Powązkach czy Cmentarza Rakowickiego. Wśród najbardziej znanych Polaków tam pochowanych są: Władysław Bełza – poeta i twórca ,,Katechizmu polskiego dziecka”, Stefan Banach – polski matematyk i jeden z głównych przedstawicieli lwowskiej szkoły matematycznej oraz pisarki Gabriela Zapolska i Maria Konopnicka.
Nie mogło nas też zabraknąć na lwowskim rynku – sercu miasta. Zajrzeliśmy m.in. do Muzeum Apteka - apteka działa cały czas, Bazyliki Archikatedralnej i … Kopalni kawy, czyli sklepu – kawiarni, gdzie znajduje się palarnia kawy oraz wszystko, co z tym napojem związane.
Zlot na Ukrainie to wiele wspaniałych miejsc i ludzi, życzliwość, wymiana doświadczeń, recytacje, improwizowane koncerty, przyjacielskie relacje, radosna młodzież rozumiejąca poezję i kultywująca dziedzictwo narodowe. To niezapomniana atmosfera, nowe znajomości i kontakty. A wszystko działo się pod uważnym wzrokiem tego, co swoją ,,siłą fatalną”, nas - zjadaczy chleba - nawet po swojej śmierci próbuje w ,,aniołów przerobić”. Juliusza Słowackiego – wieszcza narodowego i patrona wielu szkół. Doświadczenie – bezcenne!
Jolanta Wakulińska
PS. Wielkie podziękowania za umożliwienie udziału w zlocie należą się naszemu dyrektorowi Robertowi Pielakowi. Nie wszystkie bowiem szkoły mogły uczestniczyć w ukraińskich wojażach. Powód prozaiczny – finanse.